Tradycja

Ślubne szlacheckie obyczaje

Wraz z upływem czasu zmieniają się zwyczaje jakie towarzyszą naszemu życiu. Dzieje się to także z zaręczynami, weselami oraz małżeństwami. Wraz z tym związane było szereg obrzędów.

Tradycje zaręczyny oczywiście zmieniały się wraz z czasem. Życie towarzyskie szlachty naszej, było bogate i często było przyczyną poznania młodych osób. Mieli dużo okazji choćby z racji: chrzcin, ślubów, pogrzebów, imienin.  Jeśli tylko młodzieniec upatrzył wybrankę, wysłał starszego przyjaciela rodziny aby móc uzyskać pozwolenie u rodziców do zalotów. Gdy otrzymał za niedługo udawał się w odwiedziny. Jeśli nie podano mu czarnej polewki czy grochowego ucierza mógł prosić o zaręczyny, a następnie o ustalenie daty ślubu. Jak na dołączonym drzeworycie nieodłącznym zwyczajem na zręcznych było uzyskanie błogosławieństwa od rodziców. Nad tym czuwał stary domownik, oparty na szabli modląc się o szczęśliwie życie młodej pary.

Do połowy XVI wieku zaręczynowa czy weselna obrzędowość szlachty niewiele się różniła od zwyczajów chłopstwa. Związane z tym była  podobna jak w stanie chłopskim tradycja tych wydarzeń rodzinnych. Różnicą oczywiście był bogaciej zastawiony stół i jakość podawanych trunków w szlacheckim domu. Istotną role w tradycji odbywała ludyczność związana z głównie z przyrodą.

Dopóki szlachta polska zachowywała ojców swoich prostotę, strzegąc się cudzoziemskiego obyczaju zbliżona do ludu w patryarchalnych stosunkach, zachowywała też same co on w obrzędach weselnych obyczaje

Wiele z tych obrzędów przetrwało do dziś w nieco zmienionej formie np. oczepiny. Niegdyś z tą tradycją był związany obrzęd z rozplataniem warkoczy szlachcianki, który niczym się nie różnił od zwyczaju chłopki. Panna w tym czasie zasiadała na dzieży (naczynie do rozczyniania mąki i wzrostu chleba), a goście śpiewali pieśń. Ta piosenka przetrwała do naszych czasów w chłopskiej tradycji w Mazowszu i jest nią Oj, chmielu. Szlachta już w połowie XVI wieku zamieniła ta pieśń na recytowaną formułę, dodając jej nieco więcej powagi.

Mówiąc o ślubie trzeba zaznaczyć, że w staropolszczyźnie szlachta podkreślała wagę słowa jakim było małżeństwo, określając je jako zakon małżeński. Wiązało się z tym małżonkowie postrzegali swoje przyrzeczenia więcej niż jako umowę towarzyską, a bardziej jako utworzenie pewnej instytucji. Było to dla ówczesnych związek jednocześnie emocjonalny, ale nie jako własna marka, której celem było również organizowanie dochodu zdolnego utrzymać rodzinę czy odłożenie na przyszłe czasy pieniędzy. Czytając na pewno stwierdzasz, że to jest znacznie inne podejście niż aktualnie, tak samo postrzegali to już w połowie XIX wieku autorzy w Tygodniku Ilustrowanym.

Zaloty tegoczesne

Wskazywali różnice choćby, że dawniej młodzi z pełną powagą prosili o pomyślność na życie, a już w połowie XIX zaręczyny to bardziej gra towarzyska. Porównać wystarczy obie ryciny – tytułową i tą przedstawioną powyżej.

Na pierwszym para narzeczonych klęczy u nóg rodziców, odbierając od nich błogosławieństwo i zażeganie na przyszłość swoją (…) W drugim widzimy ową lekkomyślność pojęcia małżeństwa, tak ze strony rodzinów, jak i zaręczonych (…). Już to nie zakon małżeński, ale umowa towarzyska

Omawiając niektóre z ciekawszych zwyczajów związanych z zaręczynami i ślubem nie sposób ominąć jeszcze jednej sprawy. Istotną umową, gdy już miało dojść do ślubu było spisane warunków między rodzinami w postaci kontraktu ślubnego, często również dodawanych do tego rad matki dla przyszłej małżonki. Ten dokument zawierał przed wszystkim szczegóły majątkowe jakie należą do poszczególnych małżonków. Polskie szlachcianki wbrew powszechnej opinii cieszył się większą wolnością niż na przykład we Francji czy Anglii. Dysponowały swoim majątkiem wnoszonym do małżeństwa, a bardzo często zwłaszcza pod nieobecność męża decydowały o wszystkich sprawach domu. Dlatego często dostawały rady od matki. Owszem duża część rad może być dziś anachroniczna, bo często są to rady posłuszeństwa wobec męża lub zgody z mężem. Jednak autorki miały na myśli zdania wyrażane publicznie, gdyż małżeństwo było instytucją i marką.

Staropolskie szlacheckie pojmowanie małżeństwa tworzyło związki bardziej trwałe. Właśnie stąd obecnie powtarzane sztampowe słowa małżeństwo to instytucja, tylko aktualnie poprzez wypaczenia niektórych środowisk są one bardzo negatywnie postrzegane. Jak my będziemy postrzegać zaręczony, małżeństwo zależy tylko od nas samych, a im bardziej będziemy szanować dane słowo tym więcej szczęścia i miłości dostaniemy.

Bibliografia

  1. Tygodnik Ilustrowany nr 96 Warszawa 1861
  2. Tygodnik Ilustrowany nr 97 Warszawa 1861

Źródła ilustracji:

  • Zaloty tegoczesne: Tygodnik Ilustrowany nr 96, Warszawa 1861
  • Zaręczyny staropolskie: Tygodnik Ilustrowany nr 96, Warszawa 1861